niedziela, 15 kwietnia 2012

Weekend

Weekend zazwyczaj kojarzy mi się z spaniem do 9-tej, slodkim lenistwem i nic nie robieniem... A przynajmniej kojarzył się tak zanim nastała era Boni. O ile Leon w tej kwestii wykazuje dużą miarę zdrowego rozsądku pt. "nie ma nic leszego niż leżeć razem z Dużą w łóżku i mruczeć", o tyle mała nie widzi żadnego problemu w tym, że obudzi mnie o 4-tej (tak, tak - CZWARTEJ!) nad ranem kilkoma barankami prosto w twarz i zarząda jedzonka i zabawy. W związku z tym byłam wczoraj bardziej nie wyspana niż w tygodniu, ale czego się nie obi dla małej słodyczki.

Poza tym pogoda nas wczoraj rozpieszczała więc futra spędziły dzień na balkonie. Dopiero wieczorem domyśliłam się, że w gruncie rzeczy mogliśmy wyjść na spacer. Będę musiała się zebrać przy kolejnym słonecznym dniu bo zaniedbałam ciut te moje słoneczka pod tym względem.





Robimy z uszu samolocik!
 Poza obudzeniem mnie wcześnie rano Bonisia miała ogółem nastrój zabawowy - a to polowała na liść...

















...a to na Leonkowy ogonek!



Na dodatek próbowała zająć jego miejsce na krzesełku... ale to nie jest łatwe ;)


Dopiero co chwaliłam Leonka, że nie zjada mi klamerek - jak widać przedwcześnie :/



sobota, 14 kwietnia 2012

Trawka

Jako, że kilka osób pytało o trawę na balkonie już tłumaczę co i jak.

Na początek zakup samej donicy - tu trzeba się kierować rozsądkiem (czyt. wielkością naszego balkonu). Jako, że akurat to zbytnio mnie nie ogranicza to moja donica ma 120x60 cm, ale nie ma co przeginać - ważne, żeby było tyle miejsca żeby kot się swobodnie położyć.

To co kupimy zazwyczaj wygląda tak:


Pierwszym naszym krokiem jest obicie jej od wewnątrz grubą folią (nie będzie przeciekać, nie dostanie się woda... niby są przed tym zabezpieczone, ale co zrobicie jak zacznie przeciekać jak już będzie tam ziemia?)


Do tak przygotowanej donicy sypiemy ziemię ogrodową (duuużo ziemi). Powinno jej być tyle, żeby folia lekko nad nią wystawała. Ziemię podlewamy, posypujemy nasionami trawy (ja mam najzwyklejszą trawę - kupiłam 0,5kg i będę mieć jeszcze przez kilka lat). Podlewamy codziennie lub co drugi dzień i czekamy na rezultaty :)

Jeżeli macie w domu koto-nornice jak mój Leon dodatkowo warto się wyposażyć w plastikową siatkę zabezpieczającą (dowolny market typu Pratkier czy Obi - sprzedają na metry za grosze) - to to zielone co widać na zdjęciach poniżej. Przeszkadza ona naszej nornicy w wykopywaniu trawy dopóki się właściwie nie ukorzeni - i zostaje w trawie na stałe, ale futrom to nie przeszkadza.


 A tak to wyglądać będzie za miesiąc-dwa jak trawka już podrośnie- perfekcyjne miejsce do wylegiwania się w ciepłe letnie wieczorki :)




Jak macie jakieś pytanie piszcie :)

czwartek, 12 kwietnia 2012

A w między czasie...

Przekonywanie TŻa, przekonywaniem TŻa ale życie toczy się dalej.

Powoli czuję się ciut lepiej  - nawet na tyle, że poczułam znowu siłę i możliwości machania różnorodnymi zabawkami na co futra reagują żywiołowym entuzjazmem - włącznie z włażeniem na mnie i strzelaniem miłosnych baranków. Szczególnie Boni uwielbia barankowanie, ale przyznaję, że to nasza wina (zasługa?). Jak była młodsza uczyliśmy ją całusków, a zamiast tego z całusków zrobiły się baranki i tak to już zostało :)

Nie wiem jak u Was, ale u mnie futro znowu lata po domu na potęgę. Odkurzacz wrócił do łask po spokojnym okresie zimowym - na razie wystarczy przelecieć mieszkanie raz na dwa dni, ale nie ma się co łudzić, że ten stan się długo utrzyma. Z chęcią przyjmę dobre rady dotyczące suplementów zmniejszających wypadanie sierści, ale z góry zastrzegam, że olej z łososia odpada - moje kochania mówią mu zdecydowane NIE!

Balkon po wielkanocnym zimowym szaleństwie znowu został otwarty popołudniami. Zaskakująco trawa przeżyła i rośnie (oczywiście tylko wtedy gdy Leon jej nie wykopuje i nie zjada :racja: ). 

Kilka foteczek dla przypomnienia. Niestety Leon zdecydowanie nie chciał pozować dzisiaj więc tylko dwa zdjęcia:



Boni miała zdecydowanie większą ochotę na pozowanie (w końcu to dziewczyna!).

Tak więc - wersja naokienkowa :)

 

Minka małej złośnicy (rośnie ten mój mały zbój - jeszcze niedawno robiła tylko minki typu słodziak a teraz powoli i inne zaczynają się pojawiać).
 
 
Nie można zapomnieć o zdjęciu al'a mały lew. Zresztą zobaczcie sami - ta sylwetka, ta grubość łap...


No i portret typu "kulka futra". Nie przywiązuję się do tego widoczku zbytnio - mam dziwne przeczucie, że za miesiąc futra będzie 3/4, a za dwa połowa :(


Złapałam też Boni gdy prezentowała kolorki na swoich pleckach - niestety żadne zrobione przeze mnie zdjęcie nie oddaje w pełni barw, które Boni ma na sobie. To trzeba po prostu zobaczyć :)


środa, 11 kwietnia 2012

Zachorowałam... na kota :)

Już jakiś czas temu (tak z pół roku mniej więcej) wypatrzyłam w hodowli Abicoon piękną szylkretową koteczkę - Esmeraldę (tu jej zdjęcia z dzieciństwa).

Nawet napisałam pytając się o nią - o jej charakterek i ogólne zachowanie, ale... mój TŻ nijak nie chciał się zgodzić.

Dziś mija rok od czasu gdy się urodziła i... niestety nadal szuka domu. Tak jakby była dla mnie przeznaczona. Myślę, że spróbuję porozmawiać z małżem jeszcze raz ale obawiam się, że to niewiele da ;(

Poniżej aktualne zdjęcia tego cuda zapożyczone z tablicy - czyż nie jest BOSKA?




Normalnie się zakochałam <3

wtorek, 10 kwietnia 2012

Święta, święta i po świetach


Dość dawno się nie odzywałam, ale to dlatego, że jak to ja, w jedynym i niepowtarzalnym stylu spadłam ze schodów. I nie byłoby to nic wielkiego gdyby nie to, że rąbnęłam głową i straciłam przytomność. Teraz ganiam z badania na badanie i od lekarza do lekarza a leki na stole zamieniłam w torbę z lekami. Najgorsze i tak jest to, że nie bardzo mogę siedzieć i że jutro mam badanie, które wymaga dwu dniowej diety (wyobrażacie sobie dietę w święta???). No ale nic -  przeżyjemy, tylko z wesela kuzynki w przyszłym tygodniu nici, ale cóż.
Święta minęły nam jak zwykle na bieganiu od jednej do drugiej rodziny - to w połączeniu z lekką gorączką i ogólnym kiepskim samopoczuciem dało nieszczególne efekty. W gruncie rzeczy cieszę się, że jutro idę do pracy - przynajmniej odpocznę ;) 
W związku ze świętami miałam jeszcze jeden problem - zamówione jakiś czas temu prezenty nie doszły na czas - musiałam mocno improwizować, ale wszyscy wydawali się zadowoleni.
Futra ze świąt średnio zadowolone - niby nie chodzimy do pracy, a czasu dla nich mamy nawet mniej niż w tygodniu.























Na zupełną dokładkę dzieci zaprezentowały spektakl pod tytułem "łapoczyny". Ostatnio przyzwyczaiłam się, że to Boni zaczyna, a tu niespodzianka! Na szczęście futra mają nieco wyczucia i piorą się samymi łapkami bez pazurów :)