Niestety okazuje się, że bardzo niesprawiedliwa, ba! wyrodna ze mnie matka.
Na dodatek niesłusznie oczerniająca na forum publicznym!
Otóż okazuje się, że całkiem niesłusznie podejrzewałam o złośliwość i niechęć do nowych wynalazków moją księżniczkę.
Skoro tylko wróciłam dziś z pracy ukryłam kuwetę i ponownie wzięłam się za pokazywanie nakładki. Po małej demonstracji oddaliłam się przebrać. Jakież było moje zdziwienie gdy wróciwszy do łazienki ujrzałam Boni na nakładce w trakcie załatwiania się. Mała się bardzo starała, ale tak niefortunnie stanęła, że nie mieściła się w poprzek wobec czego na podłodze znów utworzyła się malownicza kałuża, którą dojrzawszy spróbowała zasypać.
Wychodzi na to, że ona się stara, a ja niesłusznie krytykuję! :(
W te pędy wymiziałam koteczka, usunęłam kałużę i odstawiłam nieco nakładkę od pralki.
Skoro futra wiedzą już do czego to służy to jutro nakładka ląduje na toalecie razem ze stołeczkiem.
PS.: czy tylko moja łopatka nie bardzo nadaje się do usuwania żwirku z WC Kici?