Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wanna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wanna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 kwietnia 2012

Prezent

Kilka dni temu pojawiły się prezenty dla futrzaków:
  • paczuszka wprost zza zachodniej granicy, z zooplusa zawierająca jedzonko i nowe piórka! (euforia Leona sięgnęła zenitu razem z jego podskokami :D ) oraz...
  • Zabersowa poduszka.
26x77cm
Kto ma konto na miau lub mrumru Zabersowe wytwory zapewne zna lub kojarzy - kto nie ma niech żałuje.
U nas futra od razu pokochały nowe leżonko i choć przeznaczone było na parapet to musiałam przenieść je do łazienki na czas kąpieli - teraz leżenie na czymś zimnym i twardym jest fe! 
Zamówiłam już kolejną poduchę na wymiar nad wannę właśnie co by nie latać za turkusiami :) A tak to wyglądało tym razem:






W pracy mam niestety tyle roboty, że jak wracam mam zdecydowanie za mało czasu dla futerek, więc nie mogę się już doczekać weekendu! Spróbujemy nakręcić z tej okazji jakiś filmik i pochwalić się entuzjazmem Leona i Boni w polowaniu na  piórka :)

PS.: Umieściłam link do Zabersowych poduś z mrumru jakby ktoś miał ochotę :)

piątek, 30 marca 2012

Przestworza

Dziś mało "kociasto", ale jest piątek więc w gruncie rzeczy wszelkie chwyty dozwolone ;)
Po pierwsze muszę się pochwalić (jak nikt inny nie chce to trzeba samemu), że naprawiłam syfon wanny. Sama. Tymi ręcami ;) Wydłubałam uszkodzoną część, zapakowałam w torebkę i popełzłam do sklepu. W Praktikerze spojrzeli na mnie dziwnie, przeszli ze mną pół sklepu a części i tak nie znaleźli. W Merlinie mało nie zaliczyłam powtórki z rozrywki, ale...udało mi się samej znaleźć to czego obsługa działu znaleźć nie mogla więc wróciłam do domu mokra (padało), z nowym zakupem i całkiem zadowolona :)) Po 5 minutach zabawy mam znów sprawną wannę (co doceni chyba każda lubująca się w sprawianiu sobie małej przzyjemności kobieta).
Po drugie jest piątek, o przepraszam - PIĄTEK! Marzec się kończy, bilans zrobiony... żyć nie umierać.
Na dodatek gdy wróciłam do domu czekał na mnie (oprócz futer) taki widoczek:


Patrząc na niebo czułam się jakbym znajdowała się w łódce i właśnie wypływała na otwarte jezioro zza pochylających się nad wodą drzew. Małe chmurki w oddali odbijają się toni jeziora... Ogarnął mnie taki spokój i cicha radość... Jak tylko woda się nieco ogrzeje muszę się wybrać na kajaki, koniecznie muszę.

PS.: Futra żyją, mają się dobrze, biegają, wariują i mruczą - w weekend porobimy zdjęcia i wrzucimy coś nowego.
PS2.: Znalazłam u BOni KOŁTUNA. Skąd on się tam wziął??? Ech... najwyraźniej wyrodna ze mnie matka :(