Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weekend. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weekend. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Poniedziałkowe lenistwo

Jako, że właśnie doświadczyłam kolejnego weekendu w pracy to lecę z nóg.Poniedziałek jawił mi się jako czysty luksus i możliwość odpoczynku (w końcu normalna praca, a nie dzikie rozliczenia roczne!). W końcu w tygodniu wracamy do domu kolo 18-tej a to wielki luksus.
Tak czy owak futra były niepocieszone, że nie było mnie w domu - zero zabawy, zero pieszczot, zero spacerów... Ciężkie jest życie kota ;)
Na dodatek nie udało mi usiąść do obiecanego filmiku, tzn. film nakręciłam ale leży sobie na dysku nieopracowany, ale nie uda mu się wymigać i już niedługo potniemy go i posklejamy od nowa :D
Żebyście o nas nie zapomnieli kilka zdjęć z dzisiaj.

Mały hipnotyzer
Jestem dobrym kotkiem... dasz wołowinki?
Boni z każdym dniem robi się coraz bardziej miziasta co oczywiście jest cudowne. Żeby tylko częściej przychodziła na kolanka...


Hoduję pędzle!
I wąsy!
I umiem robić śmieszne miny!
Też mi osiągnięcia... ja się umiem ułożyć w każdej kałuży!

niedziela, 15 kwietnia 2012

Weekend

Weekend zazwyczaj kojarzy mi się z spaniem do 9-tej, slodkim lenistwem i nic nie robieniem... A przynajmniej kojarzył się tak zanim nastała era Boni. O ile Leon w tej kwestii wykazuje dużą miarę zdrowego rozsądku pt. "nie ma nic leszego niż leżeć razem z Dużą w łóżku i mruczeć", o tyle mała nie widzi żadnego problemu w tym, że obudzi mnie o 4-tej (tak, tak - CZWARTEJ!) nad ranem kilkoma barankami prosto w twarz i zarząda jedzonka i zabawy. W związku z tym byłam wczoraj bardziej nie wyspana niż w tygodniu, ale czego się nie obi dla małej słodyczki.

Poza tym pogoda nas wczoraj rozpieszczała więc futra spędziły dzień na balkonie. Dopiero wieczorem domyśliłam się, że w gruncie rzeczy mogliśmy wyjść na spacer. Będę musiała się zebrać przy kolejnym słonecznym dniu bo zaniedbałam ciut te moje słoneczka pod tym względem.





Robimy z uszu samolocik!
 Poza obudzeniem mnie wcześnie rano Bonisia miała ogółem nastrój zabawowy - a to polowała na liść...

















...a to na Leonkowy ogonek!



Na dodatek próbowała zająć jego miejsce na krzesełku... ale to nie jest łatwe ;)


Dopiero co chwaliłam Leonka, że nie zjada mi klamerek - jak widać przedwcześnie :/



sobota, 31 marca 2012

A było już tak ładnie...

Ja wiem, że nadal mamy marzec i że w gruncie rzeczy śnieg w marcu to nic dziwnego. Ba! nawet w kwietniu nie powinien nikogo dziwić, ale jakoś przez te ostatnie tygodnie przyzwyczaiłam się do wiosennej pogody. Gdy dziś rano przywitał mnie deszcz, śnieg i wiatr uznałam, że świat wyjątkowo mnie dziś nie lubi. Nie chciało mi się nawet wyjść z łóżka. Może to mało zaskakujące, ale koty zdecydowanie podzielały moje zdanie. Leon wręcz zakopał się pod kołdrę i odmówił dalszej współpracy ;)

Nasz dzisiejszy nastrój

Tu jedyne zdjęcie, na którym udało mi się go uchwycić.

Ej! Masz patrzeć na mnie!
 Za to Boni ogłosiła dziś "dzień miziania brzuszka". Jest to taki dzień gdy każde wyciągnięcie ręki w jej kierunku kończy się przewrotem w przód na plecy i łapaniem ręki łapkami. Potem następuje mizianie brzuszka aż do pełnej satysfakcji koteczka :) 
Dziś jednak ten rytuał został dodatkowo wzbogacony o również powtarzalny "okres obgryzania obrączki". nie wiem czemu mała od czasu do czasu po podstawieniu łepka do miziania chwyta zębami za obrączkę i próbuje ją gryźć i ciągnąć. Nie robi mi krzywdy więc nie przeszkadza mi to, a sama "pogryziona" tez nie protestuje ;) Zastanawia mnie tylko o co chodzi, ale podejrzewam, że pozostanie to słodką tajemnicą mojej księżniczki.


poniedziałek, 26 marca 2012

Weekendowy blues

Weekend minął nam... w pracy. I tak - z pełną odpowiedzialnością piszę NAM - byliśmy razem :)
W końcu od czasu do czasu trzeba dać światu szansę na pozachwycanie się skarbami na co dzień grzecznie ukrytymi w domu

O ile Leon nigdy nie miał problemu z nowym terenem, o tyle Boni zdarzało się mieć wątpliwości, ale z wiekiem mała wiewiórka robi się coraz śmielsza. Nowe tereny zdobywa z wdzięcznie uniesionym ogonkiem i świadomością własnego piękna. Nie trzeba mówić, że od razu rzuca jednostki ludzkie na kolana :D

Po zdobyciu nowych wielbicieli udaliśmy się z wizytą do dziadków gdzie Boni zadziwiła mnie po raz drugi - wygnała rezydenta (kocura, który na karcie u weterynarza ma wpisane czerwonymi literami AGRESOR) z jego ulubionej poduszki, nasyczała na niego i poszła powyżerać jedzonko z miski. Oczy miałam okrągłe z szoku. Gdzie jest mój łagodny puszek!!! Innymi słowy dziewczyna mi dorośleje ;)

Jako, że było wyjątkowo słonecznie postanowiłam zrobić kilka zbliżeń.

Leonkowe oczęta
 

Z Boni chciałam zrobić coś podobnego, ale zanim przyszło co do czego... wylizała mi obiektyw :))

Bonisiowy slodziak
 

Oczywiście fakt, że pojechaliśmy na wycieczkę nie zmienił nic a nic potrzeby okazywania uczuć między futerkami, więc po powrocie do domu...

... buziaki

Zawsze razem!
A tu jeszcze odrobina niedzielnego lenistwa i te niesamowite SPOJRZENIA! Gdy Leon naprawdę na człowieka patrzy to aż ciarki przechodzą po plecach. Boni jeszcze nie opanowała tej sztuczki, ale jest pewna, że jest na dobrej drodze.



I na koniec Boni-kokietka. Uwielbiam jej pozy i minki, ale uchwycenie tego na zdjęciu graniczy z cudem!



PS.: Siedzę sobie właśnie na fotelu z kubkiem pełnym pysznej herbatki, a moje dwa szczęścia leżą przy mnie i mruczą... to się nazywa relaks.
PS2.: Zwróćcie uwagę na grubość Bonisiowych łapek na ostatnim zdjęciu - mała wygląda z nimi jak lwiątko :)