Kociorys Boni

Boni to inaczej Ebony Flame Joyland - kastratka rasy Maine Coon.
Kilka lat temu po raz pierwszy zetknęłam się z opisem rasy MCO - obejrzałam zdjęcia, poczytałam o charakterze i... zakochałam się na amen! Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że to kot dla mnie. Mijał czas a ja przeglądałam setki stron hodowli, czytałam opisy rasy i marzyłam o własnym kociaku. Potem, gdy pojawił się Leon moje marzenie zeszło na boczny plan. Jednak Leon rósł, a ja nie mogłam mu poświęcić tyle uwagi ile bym chciała. Wtedy, po cichu i nie przyznając się do tego nawet przed samą sobą, zaczęłam znów przeglądać strony hodowli i szukać kociaka, w którym mogłabym się zakochać. I wtedy nagle zdarzył się CUD. Zobaczyłam JĄ na stronie nie znanej mi wtedy hodowli. Urodzona 03.06.2010 w październiku nadal była wolna! Niemal nie mogłam w to uwierzyć patrząc na jej zdjęcia. W koszmarnych nerwach napisałam pierwszego maila - czy nadal jest wolna, jaki ma charakter - w końcu miała być towarzyszem dla mojego urwisa...
Gdy otrzymałam odpowiedź odetchnęłam z ulgą. Po wymianie kilku maili wiedziałam już, że ONA musi być moja. Właśnie wtedy zorientowałam się, że... hodowla jest w Katowicach - ponad 600km drogi od Gdańska! No ale czego się nie robi z miłości? Nie uwierzycie w jakich byłam nerwach! Gdy w końcu dotarliśmy do hodowli od progu powitały mnie śliczne koteczki... wszystkie poza Boni, która na mój widok czmychnęła do pokoju obok! Serce stanęło mi w gardle. Dobrze, że było tam wtedy tyle innych kocich dzieci, które w mig zaczęły domagać się uwagi, pieszczot i zabawy bo nie wiem czy bym się od razu nie załamała, a tak... W trakcie zabaw z Bonisiowym przyszywanym i prawdziwym rodzeństwem mała wróciła do pokoju, przy serniczku przyszła na stół, a w końcu weszła na kolana - byłam po prostu przeszczęśliwa. Jej mama była naprawdę wspaniałą, potężną kotką, ale to ten drobiazg, który rozłożył mi się na kolanach wywoływał u mnie czysty zachwyt.
Gdy wzięłyśmy się do poważnej rozmowy i spisywania umowy Boni wyraźnie pokazała, że wie o co chodzi - kładła się na umowie i sama pakowała do transporterka :) Podróż do domu nie dłużyła nam się ani przez chwilę - moje małe cudo leżało mi grzecznie na kolankach i pozwalało się sobą zachwycać.

Z Leonem dogadali się w kilka chwil - 5 minut warczenia i dozgonna miłość. Dzieciaki bardzo szybko pokazały, że dobrały się jak w korcu maku - razem głupieją, razem biegają na balkon, śpią zawsze blisko siebie...
Z biegiem czasu moje maleństwo wyrosło na przepiękną koteczkę - nabrała ciałka (waży dziś 6,2kg), urosła i wyhodowała sobie wspaniałe futro. Nadal jest z niej "mały" kociaczek towarzyszący we wszystkim co tylko dzieje się w domu - jej charakterystyczne gruchanie wybrzmiewa zawsze i wszędzie. Księżniczka śpi z nami w łóżku nader często zajmując miejscówkę na poduszce z łapkami na mojej głowie i budzi mnie co rano barankami domagając się pieszczot. Jest bardzo towarzyska i otwarta, choć za obcymi kotami nie przepada - w takich momentach ma zdecydowanie dominujący charakter. Świetnie dogaduje się z Mają - psem moich teściów. No i nie ma chyba nikogo kto by ją zobaczył i nie zachwycił się - wdzięczna, piękna, z wielkimi pędzlami na czubkach uszu sprawia, że zakochują się w niej zarówno kociarze, jak i zadeklarowani "psiarze".  Każdego dnia gdy na nią patrzę i tulę ją do siebie dziękuję w myślach Beatce za ten mój mały cud.

















9 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziekujemy ślicznie! To moja mała księżniczka :)

      Usuń
  2. cudna ta Księżniczka :) zresztą, nie ma brzydkich kotów, a już na pewno nie tej rasy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie :) MCO są piękne choć nie znam rasy, która by mi się nie podobała.

      Usuń
  3. Bonisiu ♥ jesteś,jesteś..ach już nic zresztą ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syluś ona jak dla mnie sweetaśna jest :D

      Usuń
  4. Rewelacja ! Oczu nie można oderwać :) A te pędzelki na uszach ..... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. trochę słabe jest to napędzanie popytu na hodowle, i tak już mamy wielki problem z bezdomnościązwierząt i hodowle tylko ten problem pogłebiają. Zacznijmy się zajmować już istniejącymi i cierpiącymi w schroniskach zwierzakami zamiast dla własnej próźności kupować zwierzęta, handlować nimi jak towarem, po to żeby miały kolor pod nasz dywan, uszka jak sobie wymarzyliśmy i ogólnie żeby były takimi pięknymi maskotkami, którymi wszyscy sie bedą zachwycać.
    Basia

    OdpowiedzUsuń